Experience Club

www.experience.net.pl

Być i móc zobaczyć rajd Dakar z bliska to duża nauka. W tym roku miałem szansę być assistance auta Roberta Szustkowskiego i Jarka Kazberuka oraz ciężarówki Grześka Barana, Rafała Martona i Pawła Zborowskiego. Biorąc udział po tej stronie ekipy pierwsze skojarzenia miałem z czasami wojny, kiedy załogi samolotów bojowych startowały rano do walki, po południu czy wieczorem serwis i mechanicy wypatrywali na horyzoncie z niepokojem czy ich załoga wróci czy też nie. Tutaj jest tak samo.

To jest codzienna wojna – ze sobą, ze sprzętem, z terenem. Mieliśmy komunikaty dotyczące który CP załoga minęła, ale niejednorotnie zdarzało się że nie było to jednoznaczne z dojazdem załogi do mety odcinka. Bywało, że z rajdu odpadały załogi już po ostatnim CP. Tak więc codzienne wyczekiwanie – dojadą czy też nie ? Nerwy potęguje widok zjeżdżających do miejsc serwisowych innych zawodników, bardziej lub mniej pouszkadzanych. Po ich stratach mogliśmy ocenić jak trudny był dany OS. Im były one większe tym nasz niepokój wzrastał. I w końcu są ! Najpierw pojawia się Mitsubishi Jarka i Roberta. Oddychamy z ulgą. Mechanicy oceniają wstępne straty zanim auto jeszcze dobrze się zatrzymało. I to codzienne zdziwienie – Pajero nosi ślady walki, ale nic poważnego się nie wydarzyło. Dla serwisu oznacza to mniej pracy, rutynowy przegląd, tankowanie. Będzie się można trochę wyspać. Tak było już do końca rajdu.

Pojawia się także ciężarówka. A więc są w komplecie ! Serwis robi swoje, zawodnicy po krótkim odpoczynku, kolacji na biwaku i relacji jak było na odcinku idą na brief i opracowują roadbooki. Potem spotkania z Team Managerem, wybór opon i decyzje o ilości tankowanego paliwa na kolejny dzień. Na ogół jest już grubo po północy, wreszcie wszystko omówione i można iść spać. Wszystko sprawnie i konkretnie, nie ma niepotrzebnych dyskusji, każdy wie co ma robić.

Na biwaku każdy Team działa precyzyjnie. Nie ma czasu na towarzyskie spotkania i pogawędki, czasem tylko ktoś przechodząc powie - Hey ! Po kilku godzinach, część ekip już śpi, ich auta ponakrywane plandekami czekają na kolejny dzień walki. Reszta, bywa że naprawia do rana w jednostajnym klekocie agregatów prądotwórczych.

My pełnimy rolę pomocniczą. Jesteśmy niezależni, mamy swoje auto. Jeśli coś potrzeba, załatwiamy to w ciągu dnia na mieście lub gdzieś po drodze. Czasem są to leki, czasem inne sprawy. Jeśli brakuje rąk do pracy jesteśmy to dyspozycji. Tak czy owak musimy wyjechać wcześnie rano i być na kolejnym biwaku zanim przyjadą rajdówki. W tym roku jechałem z Andrzejem Kowalczykiem, fizjoterapeutą, który swoimi fachowymi metodami pomagał zawodnikom każdego dnia po OS’ach. Kilka lub kilkanaście godzin jazdy w „kubełkach” po dziurach dają o sobie znać. Każda dobra ekipa ma takich fachowców w swoim zespole. Często od nich zależy w jakim stanie fizycznym rano załogi wsiądą do aut.

Codziennością staje się brak czasu i ciągły „niedoczas”. Po kilku dniach przyzwyczajamy się do tego rytmu, wczesna pobudka i w trasę. W sumie przejechaliśmy ok. 9 000 km, część asfaltami , część szutrami. Spektakularny przejazd przez granicę Argentyna-Chile otwartą tylko dla rajdu w Andach, na wysokości 4700m, na pewno pozostanie w pamięci. Pustka przez 400km i niesamowite góry.

I jeszcze jedno, jeśli nie najważniejsze – dobra jazda Jarka, poprawna jazda i nawigacja Roberta w Pajero oraz dobra postawa Grześka, Rafała i Pawła w MAN-ie przyniosła efekt najważniejszy. W komplecie dojechali jako jedyne polskie załogi samochodowe do mety rajdu w Buenos ! Dla nas oznaczało to, że mieliśmy szansę przejechać całą trasę do końca i nie musieliśmy wracać na tarczy, jako Zespół, w połowie rajdu do kraju.

Mamy nadzieję, że zdobyte doświadczenie zaprocentuje - może nie był to dla nas ostatni Dakar ?

 

Wojtek Palczewski „Palczak”

Odpowiedzi (0)
Profile społecznościowe
Twoja odpowiedź
Szerokość: , Długość geograficzna: .

Określ hasło aby ograniczyć dyskusję tylko do użytkowników posiadających hasło.

You may add additional URLs that you would like to include in your post.

Dodaj URL