Experience Club

www.experience.net.pl

Odlot na Fiordy.
Jeśli boicie się latać, a z drugiej strony za tym tęsknicie, to kajak jest waszą pasją. Może jeszcze o tym nie wiecie, ale uczucie unoszenia się w przezroczystej wodzie, szczególnie przy dobrej widoczności wody gdzie dno jest dobrze widoczne i potęguje wrażenie unoszenia się nad nim - jest chyba porównywalne tylko z szybowaniem w chmurach.

To właśnie „wniknięcie” w sam środek natury, w sposób bezszelestny i bezkonfliktowy nadaje, moim zdaniem kajakarstwu rangę niezwykłego sportu.

Kto raz połknął tego bakcyla- przepadł na zawsze, każdy akwen wodny,rzeka, jezioro, morze, każdy strumyk ,który pojawi się na jego drodze życia będzie jak wyzwanie, niecierpliwe oczekiwane na spotkanie z naturą.

Ten wyjątkowy , bezpośredni kontakt jest uzależniający. Szczególnie ,jeśli natura wokół jest majestatyczna i porażająca.

Spędzajac dłuższy czas w Norwegii i majac ok dwóch tygodni wolnego postanowilismy spróbować. Zwłaszcza, że w Norwegii jest to sport niezwykle popularny.

Sprawdzilismy opcje – kupno kajaka na mijescu groziło bankructwem, wypożyczenie kajaka – niewiele lepiej. Kupienie i sprowadzenie kajaka na miejsce wydało nam sie najrozsądniejszym rozwiązaniem.

Przejrzeliśmy wszystkie możliwe opcje składanych kajaków, Kleppery były zabójczo drogie. Okazało się, że najciemniej pod latarnią (lub – cudze chwalicie swego nie znacie) – polska firma Wayland (www.wayland.com.pl) od lat produkuje fantastyczne profesjonalne, składane kajaki na wyprawy. Zamówiliśmy jeden i po paru dniach dostalismy go pocztą do Norwegii. Kajak waży ok 40kg i koszt takiego kajaka w zalezności od rodzaju to ok 4- 5000 zł, natomiast przesyłki zamknął sie w 600zł.

Norweskie fiordy to z pewnością wymarzone miejsce na ziemi do uprawiania tego niezwykłego sportu.

W Norwegię można się zapaść, absolutnie zapatrzyć. Jest jak narkotyk –„latając“ kajakiem po fiordach ma się wrażenie, że natura wdziera się do każdego zakątka mózgu, przegania wszystkie myśli i stresy – pozostaje wielka cisza. Staję się patrzeniem – zen bez wysiłku. Każdego dnia po przybiciu na ląd czeka się już tylko na moment kiedy znów się rano odpłynie, dosłownie. No a potem się już tylko potwornie tęskni i planuje następną wyprawę, z poczuciem , że oto poznało się wspaniałą rzecz w życiu, którą każdy powinien spróbować.

Fiordy są jednym z cudów świata. Nie tylko UNESCO dostrzega ich wyjątkowość. Magazyn National Geographic nazwał fiordy „dziewiczym zakątkiem – najlepszym na świecie celem podróży”.

Podczas ostatniego zlodowacenia jak i w czasie poprzednich epok lodowych całe terytorium Norwegii zostało skute lodem. Ruch lodowców wyżłobił głębokie doliny, które zostały zalane wodą z topniejących lodowców tworząc te niezwykłe formacje. Fiordy są olbrzymie – dochodzą do 200 km w głąb lądu. Dzięki ocieplającemu wpływowi prądu zatokowego Golfsztrom, fiordy korzystają z dobrodziejstwa łagodnego klimatu i pozostają praktycznie wolne od lodu.

My zdecydowaliśmy się na eksplorację centralnej część Norwegii, której historyczną stolicą jest Trondheim.

Okolice centralnej Norwegii to nie tylko fiordy, ale też niezliczone ilości wysp i wysepek. W całej Norwegii naliczono ok 50 000 wysp! Z czego większość właśnie w środkowej części.

Zaczęliśmy od Fiordu Namsos i okolic miejscowości Namsos z ich fascynującą dziką naturą i wysepkami bujnie porośnietymi lasem . Zatrzymalismy się na dwa dni przy ujściu Fiordu Namsos do morza, przemieścilismy się następnie na mistyczne wyspy Leca i Vega ,gdzie kajakowalismy ponad tydzień. Kajakowanie w Fiordach jest łatwe i znacznie bardziej bezpieczne niż na morzu. Nie występują tu aż tak duże fale ani pływy.

Fiord Namsos jest jednym z najciekawszych fiordów Norwegii Centralnej. Sam fiord jest stosunkowo szeroki i rozległy, a jego brzegi zazwyczaj skaliste. W pobliżu ujścia do otwartego morza krajobraz wokół fiordu jest dziki i surowy.

Do Namsenfjordu uchodzi kilka sporych rzek, m.in. Namsen ( znana z ogromnej populacji łososiów atlantyckich ), dzięki temu wody fiordu nie są tak słone ,jak otwartego Atlantyku. Zarówno Namsenfjord, jak i bliższe rejony otwartego morza przy ujściu fiordu to fantastyczne tereny wędkarskie.

Jako, że wnętrze Fiordu jest miejsem spokojnym, bez dużych fal, kajakowaliśmy tam również w nocy.W Norwegii przy ładnej pogodzie widoczność nocnego nieba jest wspaniała. Latem, podczas białych nocy, słońce, które zachodzi za horyzont , aby za chwilę pojawić się znów – świeci ze srebrną poświatą. Począwszy od października (kiedy eksplorowaliśmy fiordy kajakiem) noce są już trochę ciemniejsze ,ale księżyc jest wciąż niespotykanie jasny i duży – zastępuje dobrą latarnię.Kiedy paliliśmy w nocy ognisko na jednej z wysp Fiordu Namsos przepłynęła obok nas grupa wielorybów. Odgłos wydmuchiwanego przez nie powietrza w absolutnej ciszy nocy zapamiętam do końca życia.

Kolejnym naszym celem było ujście Fiordu do morza. Od razu widocznie odczuwalna stała się różnica w ruchach wody. Fale - mocniejsze, bardziej zdecydowane , trzeba było zwracać uwagę gdzie rozbijay się o małe wysepki. Jest tam silny prąd i lepiej do wyspy podchodzic od osłoniętej od wiatru strony. Wysepki w tym miejscu miały niezwykle malownicze lecz dość pionowe skaliste brzegi ,co znacznie utrudniało przybijanie do nich, zwłaszcza pływy dały nam się we znaki. Nasz kajak jednakowoż okazał się super stabilny i bardzo zwrotny. Nawet większe fale nie stanowiły dla niego problemu.

Przemieściliśmy się następnie na archipelagi Leki i Vegi – dwa niezwykłe i mistyczne miejsca. Norwegowie uważaja je za kolebkę kultury wikingów.

Leka jest owiana tajemnicą - poczynając od jej zupełnie odmiennej struktury geologicznej niż reszta wybrzeża, poprzez dzika, fantastyczna naturę, a kończąc na znaleziskach najstarszego osadnictwa w Norwegii.

Prawie każdy kamień w Lece to, według miejscowych podań, zamieniony przez światło słoneczne Troll. Podobno Norwegowie są narodem praktycznym i logicznym. Jednocześnie w Norwegii aż roi sie od Trolli, Huldr, Nisse czy Dwerg i wszelkiego rodzaju mistycznych stworzeń, na każdym kroku wspomina się powiązania z prastarą tradycją wikingów, a naturę traktuje jako mistyczne zjawisko.

Jedna z norweskich legend, wyjaśniająca powstanie wysp i fantastycznego krajobrazu wybrzeża, opowiada o trollu-olbrzymie, zwanym Hestmannenem (Jeźdźcem), który dostrzegł w morzu dziewicę imieniem Leka, kąpiącą się w towarzystwie siedmiu sióstr. Kiedy ścigając je na południe zorientował się, że zbliża się świt, strzelił z łuku. Strzała utkwiła w kapeluszu wyrzuconym w ostatniej chwili przez króla gór Sommę, który w ten sposób uratował Lekę i jej siostry od pewnej śmierci. Wschód słońca zaskoczył trolle, zamieniając je w skaliste wyspy i szczyty gór. Tak powstał łańcuch górski Syv Sostre (Siedem Sióstr), wyspy Leka i Hestmannen, a także Torghatten (na zdjęciach) - charakterystyczna góra w kształcie kapelusza z gigantyczna dziurą w środku.

Leka jest zbudowana w dużej części z kamienia – zwanego serpentine - który przeważnie ma ciemno zielony odcień. Na wyspie w skutek dzialania wiatrów , kamień serpentine przybrał niezwykły ostro pomarańczowy kolor. Pomarańczowe góry Leki przypominają Uluru w Australii.

Znaleziono tam w 1755 roku największy w Norwegii (wysoki na 12m i szeroki na 80m.) kurhan z łodzią wikingów - Herlaughaugen. Ostatni król wikingów - Herlaug ,nie chcąc poddać się chrystianizacji, pochował się żywcem w kurhanie wraz z 11 wojami. Co roku 29 czerwca odbywa się w Lece festiwal Króla Herlauga.

W grocie Solsemhula znaleziono przedziwne malowidła naskalne. Grota ,datowana na Neolit (ok 4000 pne), posiada zachowane na ścianach sceny przedstawiające grupy ludzi trzymających w ręku dwie przecinające sie pod katem prostym linie.

Grota została odkryta przez lokalnych mieszkańców dopiero w 1912 roku, w ostatnich latach są tam prowadzone badania archeologiczne.

Wyspę opłynęlismy praktycznie całą. Południową część Leki pokrywają niespotykanej barwy czerwone wąwozy. Niektóre z nich prowadzą do morza, część kończy się ślepo. Ten niezwykły labirynt jest trudny do przewidzenia (oczywiście jeśli nie ma się dobrych map) My gubiliśmy się bez przerwy, ale robilismy to umyślnie. Kazdy zaułek tego labiryntu wydawał nam się wspaniały.

Po paru dniach kajakowania wokół Leki dopłynęliśmy na wyspę Vega.

Vega jest uznana przez UNESCO za miejsce światowego dziedzictwa. Vega uważana jest za jedno z ważniejszych siedlisk wikingów. Na dziesiątkach małych wysepek rozrzuconych wokół głównej wyspy Vegi znajdują się białe koralowe plaże, opływane przez turkusowe morze .

Przezroczystość wody dochodzi tu do 40 m. To Karaiby północy -co prawda włożenie nogi do wody jest porównywalne do kontaktu z wnętrzem lodówki, ale Norwegom to nie przeszkadza. Latem kąpią się tu bez problemu. Na koralowych plażach można biwakować i rozpalać ogniska – Norwegowie są pod tym względem bardzo liberalni. Czasem przez wiele godzin nie spotyka się żywej duszy. Wyspy są żywym świadectwem surowego, wymuszonego przez warunki klimatyczne stylu życia mieszkańców, utrzymujących się z rybołówstwa i zbierania puchu dzikich kaczek edredonów.

Po dziesięciu dniach kajakowania po Fiordach i wyspach byliśmy jak nowo narodzeni.

Tekst: Ewa Bełdowska www.beldowska.com

 

 

Odpowiedzi (0)
Profile społecznościowe
Twoja odpowiedź
Szerokość: , Długość geograficzna: .

Określ hasło aby ograniczyć dyskusję tylko do użytkowników posiadających hasło.

You may add additional URLs that you would like to include in your post.

Dodaj URL