Experience Club

www.experience.net.pl

Marzenia.

Rok 1991 – na stacjach benzynowych CPN pojawiają się ankiety ze zgłoszeniami do rajdu Camel Trophy. Polska zostaje włączona do programu tej wielkiej imprezy, fani off-roadu i wypraw mają szanse spełnić swoje marzenia ! Jeszcze wtedy znaliśmy ten rajd tylko z relacji telewizyjnych i artykułów w prasie. W tym roku mija 20 lat od startu pierwszej polskiej załogi w Camel Trophy.

 

Historia.

Rajd Camel Trophy to legenda która trwa do dziś. W roku 1980 Niemcy jako pierwsi wpadają na pomysł zorganizowania wyprawy w najdziksze rejony świata. Nowością jest to, że rejony te zamierzają pokonać przy pomocy samochodów. Pierwsza wyprawa rusza w dżungli amazońskiej, po 3 tygodniach i pokonaniu trasy 4 autami marki Jeep, załogi docierają do celu. W kolejnych latach formuła imprezy nabiera rajdowo-przeprawowego charakteru. Hasło przewodnie imprezy to „1000 miles of adventure”, a wiec raz w roku konwój miał pokonać właśnie taką odległość w ciągu 3 tygodni. Rajd staje się międzynarodowy, dołączają do niego kolejne ekipy, powstaje klasyfikacja sportowa, na mecie czekają prestiżowe puchary – nie ma żadnych nagród finansowych. Zespoły mogły zdobyć 3 puchary. Główny „Camel Trophy”, za próby sportowe „Special Task Award”, za postawę i pomoc na rajdzie czyli „Team Spirit” – najbardziej prestiżowy przyznawany głosami wszystkich załóg. Z roku na rok Rajd Camel Trophy staje się medialnym wydarzeniem i otrzymuje status najcięższej imprezy rajdowo-terenowej na Świecie. Główny sponsor finansuje w zasadzie wszystko co dotyczy startu załóg w tym rajdzie – od osobistego i wyprawowego wyposażenia po wszelkie opłaty związane z wyjazdem. Kolejną firmą dołączającą się do tego wydarzenia staje się Land Rover, który będzie uczestniczył przez kilkadziesiąt lat w tym rajdzie. Przez kolejne edycje Range Rovery, 110tki, Defendery, Discovery a nawet Freelandery pokonały najdziksze i niedostępne rejony na kuli ziemskiej – od dżungli w Ameryce Południowej, stepy Mongolii, Azję i Afrykę. Rajd w niezmienionej formule przetrwał w zasadzie do roku1998. Ostatnie 2 edycje stały się bardziej przygodowe niż rajdowe i auta pełniły już tylko rolę pomocniczą. Ostatecznie historia tej legendarnej imprezy zakończyła się w roku 2000 kiedy to „rajd” przemieszczał się łodziami Ribtec 655, a na lądzie autami Honda CRV i LR Defender. Taka formuła była dla większości nie do przyjęcia.

Eliminacje.

Tych którzy chcieli wziąć udział w Camel Trophy czekały wieloetapowe eliminacje. Pierwszym krokiem było wysłanie pisemnych zgłoszeń ( co roku w Polsce było ich ok. 40 000 ), które po wstępnej weryfikacji uprawniały do wzięcia udziału w I etapie eliminacji krajowych. W zależności od roku w którym rajd się odbywał, eliminacje krajowe były jednoetapowe lub wieloetapowe. Za każdym razem ograniczano ilość szczęśliwców z początkowych kilkuset do kilkunastu osób, które przechodziły do kolejnych etapów. Ostatnia „polska” ósemka przechodziła do 3 etapowych eliminacji zagranicznych, gdzie oceniali już tylko sędziowie zagraniczni (w śród nich byli także instruktorzy SAS – brytyjskich oddziałów specjalnych). Eliminacje miały wyłonić najbardziej wszechstronnych zawodników toteż testy obejmowały: test psychologiczny, test językowy, pracę w zespole, biegi na orientację, przygotowanie fizyczne, umiejętność prowadzenia auta w terenie, podstawy mechaniki samochodowej, umiejętność radzenia sobie z nietypowymi sytuacjami, obsługa urządzeń „saperskich” (wyciągarki, hi-lifty, podkłady, etc), survival. Każde eliminacje trwały ok. 1 tygodnia. Wielogodzinne wyczerpujące testy i zadania oraz brak snu wyłaniały najtwardszych i najlepszych.

Najcenniejszą nagrodą była decyzja sędziów kto został zakwalifikowany do wzięcia udziału w rajdzie. Ogłoszenie wyników było zwieńczeniem wielotygodniowych zmagań i tego momentu nie zapomni się nigdy. W naszym przypadku polska ekipa stanowiła mentalną całość – byliśmy zgrani na 100%, bez współpracy nie dałoby się przetrwać eliminacji do końca – wtedy poznaliśmy co to znaczy „Team Spirit”, o którym tyle nam mówiono. Tym bardziej ogłoszenie wyników było dramatyczne – wiedzieliśmy, że na rajd pojedzie tylko dwóch z naszej finałowej czwórki… Kolejną nagrodą był kurs jazdy terenowej w fabrycznej szkole Land Rovera. Przez 10 dni , pod okiem zawodowców spod znaku LR, uczyliśmy się techniki jazdy, sposobów wyciągania auta z opresji, napraw i metod na które nawet byśmy nie wpadli. Jedną z takich rzeczy była jazda po totalnym bagnie 2 autami spiętymi sztywnym holem – czyli z napędem na 8 kół. Zawsze któreś z nich miało przyczepność i zestaw przemieszczał się jakimś cudem do przodu choć wydawało się, że teren nie dawał na przejechanie żadnych szans !

Team.

Standardowo załogę każdego auta stanowiła ekipa z danego kraju złożona z dwóch zawodników i dwóch dziennikarzy. Podział pracy w aucie był prosty – wszystkie zadania sportowe wykonywali zawodnicy, dziennikarze będący na pokładzie auta mieli uwiecznić te 3 tygodnie zmagań . Rozkładanie biwaku, przygotowywanie posiłków było już kwestią wspólną. Oczywiście podczas przeprawy przez dżunglę bez wspólnego wysiłku wszystkich uczestników rajdu nie dałoby się dotrzeć do mety w założonym terminie. Główną zasadą rajdu było też to, że wybrani w eliminacjach zawodnicy mogli pojechać w CT tylko jeden raz.

Land Rover Discovery 200 Tdi.

Polskie ekipy startowały wyłącznie LR Discovery Tdi. Auta Camel Trophy edition były samochodami po modyfikacjach, które miały dostosować seryjne auto do warunków i specyfiki rajdu. Standardowe elementy wymieniono na wzmocnione – dotyczyło to: półosi, dyfrów, amortyzatorów. Dodatkowo auta były wyposażone w komputer rajdowy Terratrip, solidne klatki zintegrowane z bagażnikami dachowymi firmy Safety Devices, stalowe felgi z oponami Michelin XCL z wojskowym bieżnikiem, metalowe snorkle, przednią wyciągarkę Superwinch, aluminiowe osłony spodniej części auta – przodu i tyłu, 4 aluminiowe trapy typu wojskowego, rurową osłonę przodu (bull bar), 2 haki holownicze, stalowe linki (bush guardy) zamocowane od krawędzi bull bara do przednich krawędzi bagażnika dachowego, 6 reflektorów Hella – 2 małe mocowane do bull bara, 2 szerokokątne i 2 dalekosiężne zamocowane do bagażnika dachowego, rajdowe zapinki maski i drzwi bagażnika, 2 gaśnice oraz najbardziej charakterystyczne elementy tego auta – 2 aluminiowe, tłoczone tabliczki z logo Camel Trophy z przodu i z tyłu bagażnika. W części bagażowej, oddzielonej od reszty kokpitu solidną metalową kratką, miejsce znalazły: 2 plastikowe kanistry 20l na wodę, 2 aluminiowe skrzynie Zarges, taśmy do wyciągarki (krótka i długa), szekle, stalowy bloczek, zapasowa lina do wyciągarki, 2 długie liny zakończone hakami (do asekuracji auta i prac inżynieryjnych), drewniane skrzynie z częściami do auta (filtry powietrza i paliwa, paski klinowe, półoś, simeringi, łożyska kół, płyn hydrauliczny, dętki, zestaw narzędzi, apteczka), pompowana spalinami poduszka/podnośnik. Wolna przestrzeń w bagażniku służyła do zapakowania jedzenia na cały okres wyprawy dla załogi LR (konserwy, zupki, liofilizaty, batony energetyczne, etc), 4 walizki wyprawowe Pelikan z wyposażeniem załogi, 2 namioty, karimaty, kuchenka na paliwo płynne, Vulcan – super „czajnik” do gotowania wody, dodatkowe wyposażenie jak czołówki, maczety, inne drobne a przydatne „zabawki” – i w zasadzie nie było już więcej miejsca w bagażniku… Reszta sprzętu jechała na dachu: koło zapasowe (drugie standardowo zamocowane na drzwiach tylnych), 2 x 20l metalowe kanistry z ropą, siekiera, łopata, kilof, 4 alu podkłady, hi-lift Jack, 4 walizki Pelikan z wyposażeniem i jedzeniem. Nasze auto dodatkowo wyposażyliśmy w radio CB stacjonarne i ręczne do komunikowania się pilota z kierowcą.

Całość dopełniało charakterystyczne malowanie auta – żółto piaskowy kolor z czarną matową maską, rajdowe oznakowanie – logo CT, flagi narodowe, nazwiska zawodników.

Rajd.

Polskie ekipy wystartowały w 6 rajdach Camel Trophy:

1991 – Tanzania-Burundii, załoga: Grzegorz Kowalski „Kowal” i Sławomir Makaruk „Makaron”

1992 – Guyana, załoga: Zbigniew Kieras i Wojtek Palczewski "Palczak”

1993 – Sabah-Malaysia, załoga: Ernest Daniszewski i Paweł Orkisz

1994 – Argentina-Paraguay-Chile, załoga: Piotr Konopka i Sławomir Paćko

1995 – Mundo Maya, załoga: Marek Klar i Wojciech Stawowiak

1996 – Kalimantan, załoga: Jarek Kazberuk i Michał Kiełbasiński

W skład każdego konwoju wchodziło ok. 30 samochodów. Były tam LR Discovery teamów narodowych (na naszym rajdzie 16 zespołów z całego świata), Defendery sędziów, szefa rajdu, auto serwisowe/warsztat, tzw. Raft-Unit – czyli najcięższy samochód rajdu (pick-up załadowany składanym pontonem z 2 zaburtowymi silnikami do przepraw przez rzeki), samochód sanitarny (karetka), Communications Unit – auto zapakowane po dach radiostacjami i pneumatycznym masztem antenowym.

Tradycyjnie start rajdu odbywał się z wielką fetą. Pojawiali się na nim dziennikarze z całego świata, w światłach reflektorów i kamer następowało uroczyste otwarcie rajdu – konwój ruszał w nieznane. My, po przejechaniu kilku kilometrów przebieraliśmy się w II garnitur ciuchów – ten ze startu, czysty, chowaliśmy żeby mieć w co się ubrać na mecie. Zestaw nr I służył nam przez cały rajd – poza bielizną i skarpetami (brak miejsca na zabranie większej ilości ubrań). Zużytą bieliznę moczyliśmy w ropie i używaliśmy jako rozpałki – przy takiej wilgotności powietrza nawet papier nie bardzo chciał się palić…

Parę godzin po starcie konwój znikał w mroku dżungli. Pierwsze i ostatnie 2 dni rajdu przeznaczone były na próby sportowe, dzięki którym można było prowadzić klasyfikacje sportową. Były to typowe OS-y, próby przejazdu, próby na orientację i nawigację w terenie. Po ich rozegraniu przed nami było już tylko „1000 miles of adventure”– ok. 40’C, wilgotność ponad 90%, ściana zieleni, brak przepływu powietrza, błoto po pas, miliony insektów, które czekały całe życie żeby nas zjeść. Zasadą rajdu CT było wytyczenie trasy w porze suchej przez tzw. pre-scouting. Rajd jechał wyznaczoną trasą w porze deszczowej. To oznaczało, że były dni kiedy przejeżdżaliśmy dziennie 3km 200m – 200m na kołach, resztę na wyciągarkach. Tropikalne deszcze zamieniały gruntowe drogi w rzeki błota. Dotarcie do mety było czasowo ściśle określone – wiązało się to z przybyciem na nią ekip dziennikarskich i telewizyjnych. Jeśli było ryzyko spóźnienia się na metę, rajd nie spał walcząc z terenem. Jednostajny jęk wyciągarek stawał się codziennością. Jedzenie i inne potrzeby były już tylko mało znaczącym dodatkiem. Dotarcie do mety było możliwe dzięki wysiłkowi wszystkich uczestników. Wzajemna pomoc sąsiadujących w konwoju zespołów była normą – współdziałanie, pomoc, składały się na prestiżowy puchar „Team Spirit”. Pojedynczy samochód nie miał szans na przedarcie się przez całą trasę. I jeszcze jedna ważna rzecz – był on nie tylko środkiem transportu, był także naszym domem. Auto odwdzięczało się odpowiednim traktowaniem – jeśli miało np. całe szyby nie zalewał nas deszcz, mieliśmy suche spanie, była szansa chociaż na chwilowe odizolowanie się od robactwa. Po 3 tygodniach walki dojechaliśmy do cywilizacji, wcześniej na trasie spotykaliśmy tylko zagubione w dżungli wioski.

Meta.

Wielkie święto i ogłoszenie wyników – zostają wręczone puchary za generalkę, próby sportowe i najcenniejszy „Team Spirit Award”. Każdy dostaje dyplom „You made it”. Wywiady do kamer i mikrofonów, wreszcie udało dotrzeć się do mety ! Jesteśmy lżejsi o kilka ładnych kg, ale za to ciężsi o bezcenne doświadczenie zdobyte podczas przeprawy przez dżunglę.

Po części oficjalnej wszyscy wrzucają się nawzajem do hotelowego basenu, lądują w nim kelnerki i kelnerzy (ci skwapliwie wskakują sami) z wind wylewa się woda. Nasz rajd był ostatnim z takim zakończeniem – wszystkie kolejne kończyły się już na plażach J

Polskie załogi dobrze zaznaczyły swoją obecność na rajdzie. Wszystkie nasze ekipy zakończyły rajdy lokując się w pierwszej połowie listy startowej. Do wygrania potrzebne było wieloletnie doświadczenie przekazywane przez ekipy startujące wcześniej, pozostałe zespoły europejskie (zachodnie) startowały w tym rajdzie od kilkunastu lat.

Artefakty.

Pozostałością w Polsce po rajdzie Camel Trophy było 6 po-rajdowych Land Roverów służących nam do treningów z kolejnymi zawodnikami. Los aut był różny – do dnia dzisiejszego pozostał i ciągle jeździ tylko jeden Defender z rajdu na Borneo. Eliminacje do Camel Trophy wywarły piętno na wielu uczestnikach. Niektórzy, zarażeni duchem przygody, trwale związali się z wyprawami i rajdami samochodowymi. Dzisiaj, dla jednych jest to sposób na życie, dla innych hobby.

Po Camel Trophy na pewno pozostały przyjaźnie, doświadczenie, wspomnienia i parę koszul „kapliczek” z plamami błota i oleju oraz charakterystycznymi naszywkami rajdu J

Ech, pojechałoby się jeszcze raz !

Tekst: Wojtek Palczewski „Palczak”

 

Odpowiedzi (0)
Profile społecznościowe
Twoja odpowiedź
Szerokość: , Długość geograficzna: .

Określ hasło aby ograniczyć dyskusję tylko do użytkowników posiadających hasło.

You may add additional URLs that you would like to include in your post.

Dodaj URL