Experience Club

www.experience.net.pl

Autor: Grzegorz Surowiec
Eco Challenge 2006
Karawana 4x4
Drogi, a raczej bezdroża, zawiodły tegoroczną karawanę Eco Challenge do jednego z najbiedniejszych państw świata, jakim jest Mozambik. Uczestnicy mieli do pokonania niezbadane i najdziksze zakątki buszu. W tegorocznej, szóstej już wyprawie po raz pierwszy brała udział polska załoga.

 

Poprzednie edycje odbywały się na terenie Namibii, Botswany, Mozambiku i Zimbabwe. W ubiegłym roku i na początku bieżącego odbywały się eliminacje, w których uczestniczyły ekipy z krajów Afryki, jak również Europy. W półfinałach startowały zespoły z Włoch, Francji, Turcji, krajów Skandynawii i Polski. Polski półfinał miał miejsce jesienią ubiegłego roku w okolicach Klipbokkop w RPA. Samo Eco Challenge 2006 to wyprawa w nieznane. Nie jest to typowy rajd z odcinkami specjalnymi i pomiarami czasów przejazdu. Kolumnę samochodów tworzy 10 teamów oraz auta wsparcia technicznego, a na trasie wszyscy wzajemnie sobie pomagają. W każdym samochodzie oprócz dwuosobowego teamu podróżuje zaproszony naukowiec lub dziennikarz, a załoga ma obowiązek udzielić mu wsparcia technicznego, takiego jak np. rozbicie namiotu, pomoc przy pozyskaniu materiałów do badań oraz oczywiście transportowanie w aucie niezbędnego do jego pracy sprzętu.
Safari

Start i zakończenie w tym roku odbywały się pod Johannesburgiem w RPA na terenie urokliwego kilkusethektarowego parku Rhino Lion Reserve. To ogrodzony teren, na którym na wolności żyją nosorożce, lwy, bawoły i inne dzikie zwierzęta, a wszystko tam odbywa się w zgodzie z naturą. Pierwsze kilkaset kilometrów uczestnicy pokonują asfaltowymi drogami RPA w kierunku północno-wschodnim ku wybrzeżu i granicy Mozambiku. Już sam wjazd do tego kraju wydaje się wielkim wyzwaniem: zasieki z drutów i drobiazgowa, trwająca kilka godzin kontrola na granicy.
Off-road

Po przejechaniu kolejnych setek kilometrów drogi stawały się coraz gorsze, aby zaniknąć w ogóle. Jedno z pierwszych miast, które mijamy, to duży port Maputo. Infrastruktura drogowa tu nie istnieje, a cale życie towarzysko-handlowe odbywa się przy drodze. Tak też będzie w kolejnych miastach i osadach.
Ocean

Pierwsze dwie noce to obozowiska nad brzegiem Oceanu Indyjskiego. Ogromne wydmy jak i szerokie piaszczyste plaże zachwycają. Niestety, nie możemy skorzystać z ich uroku, gdyż z małymi przerwami pada deszcz i wieje silny wiatr. Nic jednak dziwnego – w końcu, gdy na półkuli północnej jest lato, tutaj jest środek zimy.Po rozbiciu kolejnej bazy na uczestników czeka wyprawa na małą wyspę gdzieś pomiędzy Madaskarem a lądem. Płynęliśmy tam pięć godzin na kilkunastu mocno przeciekających łódkach, napędzanych siłą mięśni miejscowych i plastikowymi żaglami. W bardziej cywilizowanych krajach żadne normy nie pozwoliłyby na wypłynięcie w ten sposób nawet na małe jeziorko, a co dopiero na ocean. Zmiana pogody i ostre słońce powoduje, że jesteśmy czerwoni jak raki, pojawiają się też poparzenia. Eksplorujemy wyspę – to mały skrawek terenu piaszczystego z niską roślinnością. Jedna noc i wracamy na ląd. Żegnamy się z oceanem; kolejne dni to koszmar przebijania się w poprzek Mozambiku. Po drodze badamy jaskinię z nigdzie indziej nie spotykanymi złotymi nietoperzami. Po kilku kolejnych dniach jazdy przez busz pojawia się woda – to rzeka. Nie bacząc na ostrzeżenia lekarza o zagrożeniu chorobami lądujemy w wodzie. W końcu raz na trzy dni musimy się wykąpać! Tutaj zapędzamy się też w busz, a zaproszeni przez miejscowych, oglądamy zagrody. Nic się tu nie zmieniło od początku świata – kobiety na klepisku przy ogniu gotują papkę, mężczyźni polują w buszu, a dzieci pilnują poletka dojrzalej już kukurydzy, strzegąc ją przed małpami. Podglądamy też przyrodę, gdyż na tym terenie znajdują się nieprzebrane ilości ptactwa.
Bieda

Nasza sielanka nie trwa długo. Znów wstajemy przed 5.00, by przez cały dzień pokonać 200 km. Podróżować można tylko od 5.00 do 17.00, wtedy jest jasno. Ogromny kurz wzbijany przez nasze auta (a łącznie jest ich około 20) powoduje bowiem, że jazda staje się bardzo trudna, a w nocy wręcz niemożliwa. Kłopot stanowią także tereny zaminowane, po których się poruszamy. Mimo że wojna domowa zakończyła się ponad 10 lat temu, to miny cały czas pozostają w ziemi. Bieda powoduje, że nie ma funduszy na ich usunięcie. Mijamy zabudowania i wioski, najczęściej są to chaty kryte słomą i oblepione gliną. Czasami zaglądamy do nich – dla dzieciaków mamy drobne prezenty.
Zwierzyniec

Na trasie przez busz towarzyszą nam naukowcy. Eco Challenge od lat łączy idę poznawania świata z podróżą. Jedzie z nami Johann Oelofse, który na co dzień jest strażnikiem największego parku przyrody. Bywa przez nas nazywany Marulą, co po afrykanersku znaczy „Słoń”, ze względu na swoją posturę. Dzięki niemu bez większego błądzenia udaje nam się poruszać po buszu. Marius Burger pomaga nam zauważyć małe zwierzątka, takie jak jaszczurki i węże, a raz nawet ratuje nas z opresji, gdy przy zwijaniu namiotu okazuje się, że mamy pod nim skorpiona. Kolejne osoby to Samantha Stoffberg i Corrie Schoeman z Uniwersytetu w CapeTawn – specjaliści od nietoperzy, Priscilla Swartz – botanik oraz Andre Botha – badacz życia ptaków.Pokonujemy kolejne setki kilometrów i po przekroczeniu rzeki Limpopo wjeżdżamy na tereny parku znajdującego się na obszarach trzech krajów: RPA, Mozambiku i Zimbabwe. Na terenach tych żyje wiele gatunków zwierząt, jednak najwięcej jest ich na południu na terytorium RPA, niestety wojna i wszechobecny głód wśród ludności Mozambiku spowodowały znaczne przetrzebienie populacji.
Wspieramy

Już na terenie Parku Krugera przechodzimy granicą i znów jakby przejście do innej cywilizacji, różnica ekonomiczna jest ogromna. Jeszcze dwa dni laby i zwiedzanie parku oraz tradycyjne już spotkanie z dziećmi w szkole. To jedna z najbiedniejszych szkół na tym terenie. Co roku uczestnicy Eco Challenge przywożą pomoce naukowe i wsparcie finansowe dla tej instytucji. Co roku też odbywa się tradycyjny mecz piłkarski: uczestnicy kontra uczniowie; po zeszłorocznej przegranej tym razem zwyciężyła drużyna z Eco. Kolejny dzień wyprawy to droga do Johanesburga na metę.
Koniec

Tegoroczny, szósty już Eco Challenge 2006 dobiegł końca. Był wyprawą, która pokazała większości uczestników biedną część Afryki ze szczęśliwymi i sympatycznymi ludźmi oraz piękną, dziką przyrodę Mozambiku z przepięknym wybrzeżem.
Zwycięzcy

Nagrody, choć nie były one najważniejsze i mają charakter raczej prestiżowy, zostały rozdane w czterech kategoriach. Zwycięzcy zostali wyłonieni w wyniku glosowania teamów – uczestnicy oceniali sami siebie. I tak głównym zwycięzcą, uhonorowanym też tytułem the Best Team Spirit został Team nr 4: Dewald Brink i Pierre Brink. W kategorii the best Eco Contribution Team 6 zwyciężyli Hannes Breedt i Gimmie (Nico) Jacobs. W kolejnej – the best support – Pieter i Thomas Fleetwood oraz w ostatniej kategorii – the best developing team–nagrodę otrzymał zespół z Polski: Grzegorz Surowiec i Jerzy Bukała.

Odpowiedzi (0)
Profile społecznościowe
Twoja odpowiedź
Szerokość: , Długość geograficzna: .

Określ hasło aby ograniczyć dyskusję tylko do użytkowników posiadających hasło.

You may add additional URLs that you would like to include in your post.

Dodaj URL